redakcja
Echo... Moto... Zdrowie... Puls... Z cyklu... katalogi czytelnicy polecamy            



zapraszamy na
forum "Aveciarze"

Aveciarz
marzec 2009

 Stworzymy muzeum w sieci
 Los vatos ciąg dalszy, czyli nap... równo
 Dalej, na bike'u - tym razem pod górę
 Burmistrz boi się wody?
 Koncerty nie dla młodych?
 Uratujemy park Wiśniewo!
 1025
 Artema na Wielkanoc
 Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty!
 Lepiej późno niż wcale
 (Prze)lizałam się z Jankiem
 Pstrykanie z klasą
 Dealer przed szkołą
 Gimnazjaliści na detoksie
 Jak to jest na chaju?
 Baseball za miedzą
 Liga zakończona
 Zostań piłkarzem
 A trip to the Islands
 Ostre pióra poszły w ruch
 Bezpłatne korki z matmy
 Walentynki w szkole?!
 Wiślane łabędzie
 Ile procent Avetek w Ave?
 III Dni Białołęki



Opowiadanie

1025

Wielkanoc 1025 roku zapowiadała się niezwykle ciekawie. W dzień Zmartwychwstania Pańskiego już na długo przed sumą do katedry gnieźnieńskiej napływały coraz to nowe osoby.

Byli tam i chłopi, i mieszczanie, i szlachta, i rycerze, i duchowni. Ci ostatni groma-dzili się w bocznych nawach i okolicach ołtarza.

Przed katedrą wrzało! Każdy krzyczał, chciał coś powiedzieć. Szlachta żywo ze sobą rozmawiała. Ale i okazja była nie byle jaka - koronacja księcia Bolesława! To przecież najważniejsze wydarzenie podczas całego jego panowania. Wszak do tego dążył. Śmierć papieża Benedykta VIII i jeszcze wcześniejszy zgon Henryka II stworzyły przychylną sytuację dla księcia polskiego, który kazał złotnikom krakow-skim zrobić najznamienitszą i najwspanialszą koronę, zapowiadając jednocześnie swoją koronację. Obrzędu miał dokonać arcybiskup Gwido, który jako duchowny nie patrzył na te poczynania przychylnie, ale jako szlachcic szczerze sprzyjał księ-ciu.

Grupka ludzi, odzianych w wykwintne stroje - uroczyste galijskie spodnie, tu-niki i podpinane płaszcze Greków i Rzymian żywo rozprawiała między sobą.

- No to się nasz książę doczekał!

- Tak, tak - wtórował drugi.

- Ale ja wam mówię, że coś mi tu nie pasuje. Najpierw umarł sobie ten cesarz, no a teraz papież. Mówię wam, że mnie się zdaje, iż nasz Bolesław otruł ojca świę-tego.

- A jakoż by śmiał? Co wy gadacie? Chybaście przez duchy nieczyste opętani, Mściwoju - ganił Gosław.

- Albo jakby się on dostał do papieża? Przecie książę Rzymu nie odwiedzał w ostatnim czasie - wtórował Jaśko.

- A to dużo trzeba? Nasz książę to wszędzie zna ludzi - nie dawał za wygraną Mściwój. - Wystarczy, że posłał zaufanego człowieka z pismem, a tam już sami za-dbali i wykonali, co chciał. Przecie był za młodu w Rzymie.

- A to być mogło - rzekł gruby Kaźmierz.

- Przestalibyście grzeszyć Mściwoju i Kaźmierzu - wykrzyknął młody kleryk. - Takie oszczerstwa na naszego pana powiadać? Niech no się o tym tylko dowie, kto potrzeba...

- A nie denerwujcie się, Mieszku! Toć to człowiek jak tak siedzi tutaj kilka ty-godni, nic nie robi, tylko piwo żłopie, to i mu do głowy różniaste głupoty przychodzą - przemawiał Mściwój.

- Ale swoją drogą, to tajemniczy zbieg okoliczności: śmierć cesarza, a zaraz potem papieża - mówił Kaźmierz.

- Tak, tak Kaźmierzu. Już nic mądrzejszego nie mogliście wymyśleć. Tylko wi-no żłopać potraficie. I same brednie wam do głowy przychodzą. Toż to jeden zgon od drugiego dzieli aż dziewięć miesięcy! Głupiście i tyle - oponował Gosław.

- No, no nie pozwalaj sobie! - oburzył się Kaźmierz. - Tylko nie powiadajcie "głupiście"!

- A co? Takie brednie tylko głupi może mówić.

- Słuchaj, trzymaj język za zębami, bo jak wezmę miecz i jak ci go utnę... - tu-taj sięgnął po topór i zaczął machać nim w powietrzu pokazując, jak to by uciął ję-zyk Gosławowi.

- Pijanyś - to głupoty pleciesz - kontynuował Gosław.

- O, tego już za wiele - ryknął Kaźmierz, ale nie dokończył, bo właśnie nadje-chali król i biskup na koniach wraz ze swymi orszakami, więc wszyscy schylili czoła i udali się do katedry.

- Ja ci jeszcze pokażę - wycedził przez zęby wprost do ucha Gosława wściekły Kaźmierz.

Tymczasem rozpoczęło się nabożeństwo. Najpierw biskup odmawiał wiele łaciń-skich modlitw i tylko klerycy co jakiś czas odpowiadali na wezwania celebransa. Wszyscy zgromadzeni z niecierpliwością spoglądali na księcia i miejsce, gdzie stały święte oleje. Po cichu pytali, gdzie korona i berło. Ktoś szepnął, że korona została skradziona w nocy. Pobożne niewiasty zaczęły popłakiwać i modlić się jednocześ-nie, aby złodzieja złapano i żeby koniecznie zginął marnie. Drudzy powiadali, że złotnicy nie zdążyli na czas...

Naraz odezwał się głos dzwonka i boczne wrota otwarły się. Stanęli w nich kle-rycy ze złotnikami. Uroczyście wnieśli ułożone na czerwonej poduszce oznaki wła-dzy królewskiej. Wszystkim zgromadzonym zatkało dech w piersiach, każdy chciał zobaczyć, ale nikt nie śmiał się ruszyć. Powaga chwili paraliżowała.

Klerycy przy śpiewie psalmu dwudziestego procesjonalnie szli przez całą kated-rę majestatycznie i powoli. Gdy doszli do biskupa, ten wziął poduszkę i przeszedł na miejsce, gdzie miały się odbywać obrzędy namaszczenia.

Przyszły król klęknął. Po kościele przeszedł modlitewny szept. Biskup wypowia-dał łacińskie strofy, a książę za każdym razem, na znak Gwidona, odpowiadał głoś-no i stanowczo "Amen".

Po namaszczeniu olejami, kiedy korona znalazła się na skroni króla, wszyscy zerwali się z klęczek i spontanicznie głośno wołali: "Niech żyje Król! Niech żyje! Bo-lesław niech żyje!" Donośny bas rycerzy mieszał się z piskiem dziewcząt. Krzyczeli wszyscy. Okrzyki radości zagłuszały śpiew kleryków, którzy modlili się za króla słowami psalmu dwudziestego pierwszego. Następnie wszyscy podążyli za królem i biskupem w procesji do drzwi katedry. Teraz przez kilka tygodni miały trwać uczty i zabawy...

Na zamku bawili się z królem duchowni, świetniejsi przedstawiciele starszyzny, zacniejsi rycerze i cudzoziemcy, natomiast na ulicach, gdzie porozstawiano stoły świętował gmin i przybysze z całej ziemi Polan. Na nieszczęście Kaźmierz siadł koło Gosława i cały czas groził mu mówiąc, że się zemści i że domaga się pojedynku! Wyznaczono go na siedemnasty dzień czerwca. Wówczas miały się zakończyć wszystkie uczty i zabawy.

Jednak do pojedynku nie doszło. Owego pamiętnego siedemnastego dnia czer-wca młodzi klerycy obwieścili smutna wiadomość, że król zmarł...

- A widzisz, mój Gosławie! - Kaźmierz tryumfował, zwracając się do spotka-nego na królewskim pogrzebie Goława. - Miałem jednak rację. Bóg ukarał śmiercią Bolesława za to, że otruł papieża.

- Milcz, bo zaraz będzie drugi pogrzeb. Twój! - wycedził Gosław, wyjmując sztylet.

Maksymilian Janowski
uczy się w I klasie gimnazjum

* * *

Mamy nadzieję, że w dobie blogów i skrótowych sms-ów i wszechobecnych "obraz-ków", sztuka pisania nie zaginęła. Zachęcamy młodych literatów do przysyłania próbek swojej twórczości do redakcji "Aveciarza" (aveciarz@gmail.com). Najlepsze teksty mają szansę na publikację, tak jak prezentowane dzisiaj opowiadanie hi-storyczne gimnazjalisty z Zielonej Białołęki. Traktuje ono o autentycznych wyda-rzeniach, które miały miejsce na Wielkanoc sprzed 984 lat.


Jan Matejko, Koronacja Bolesława Chrobrego.


Podobizna Chrobrego widniała na banknotach emitowanych w PRL-u.

Aveciarz, marzec 2009


Copyright © by
Wydawnictwo Prasy Bezpłatnej OSTOJA sp. z o.o.
1998-2010