redakcja
Echo... Moto... Zdrowie... Puls... Z cyklu... katalogi czytelnicy polecamy            



zapraszamy na
forum "Aveciarze"

Aveciarz
kwiecień 2009

 Zero prac domowych?!
 Klubokawiarnia startuje
 Nie płakałam po Papieżu!
 Aveciarz w czołówce!
 Białołęka w obiektywie
 Stotrójki lecą w kulki!
 Wolne Miasto Białołęka
 Nagłe zaniewidzenie
 Szukaj starych zdjęć
 W niedzielę na boisko!
 Abdykacja z rozsądku
 Koniec świata
 Wielkanocny cud
 Psrtykanie z klasą
 PRL-owski Aveciarz
 Worek listów dziennie!
 Klasa szachowa w SP 112
 ArteMA świątecznie, sportowo i wakacyjnie
 Wykupiłem krawat za ciasteczko



Powieść w odcinkach

Abdykacja z rozsądku

Nasz literacki apel z poprzedniego numeru zaowocował wieloma próbkami literackimi Czytelników.

Za wszystkie materiały bardzo dziękujemy, najlepsze bę-dziemy systematycznie publikowali. Zachęcamy do prze-syłania swojej twórczości: aveciarz@gmail.com. Dzisiaj prezentujemy pierwszą część powieści napisanej przez Helę Sałasińską, uczennicę szóstej klasy szkoły podsta-wowej, mieszkankę Choszczówki.

* * *

W zatłoczonej Warszawie, gdzie nie ma miejsca na rozmyślania w cieniu drzewa ani magiczne spotkania z przyjaciółmi w lesie, w ogromnym mieszkaniu przy ulicy Kru-czej mieszka Rozalia Kwiatkowska-Łączka, córka znanej projektantki mody Barba-ry Kwiatkowskiej-Łączka i wiecznie zapracowanego biznesmena Piotra Kwiatkow-skiego-Łączka. Rozalka ma 12 lat, kocha przyrodę i cały "zielony świat" fauny i flo-ry (w przeciwieństwie do swoich rodziców, którzy zwykle na nic nie mają czasu). Poza tym uwielbia wyjeżdżać do najukochańsza na świecie babci, która mieszka za miastem w starym dworku porośniętym winoroślą. Dziewczynka marzy o przepro-wadzce w tamto magiczne miejsce, ale nawet nie proponuje tego rodzicom, bo doskonale zna ich reakcję. Kiedyś było inaczej - rodzice nie byli ciągle zapracowani i mieli dużo czasu i dla niej, i dla przyrody. Rozi, bo tak mówią do niej przyjaciele, właściwie przyzwyczaiła się do tego, że zapracowanych mamy i taty wciąż nie ma w domu.

Dzisiaj jednak przyszedł jej do głowy chytry plan. Usiadła przy biurku i zapisa-ła:

Cel: Namówić rodziców na wspólny wyjazd (jeżeli to w ogóle możliwe)

Godzina: Nieokreślona - wtedy kiedy wrócą z pracy albo rano.

Środki: 1. Zagadać spokojnie i tajemniczo;

2. Wyrazić swoje uczucia;

3. Przejść do sedna sprawy;

4. Pogrążyć się w rozpaczy lub skakać ze szczęścia.

Niestety tego dnia plan musiał poczekać. Zrobiło się późno, rodziców nie było, Rozalka zasnęła więc snem twardym ale niespokojnym. Bała się najgorszego...

* * *

Dzień był wspaniały! Na bezchmurnym niebie połyskiwało złote słońce, którego promienie zdawały się tańczyć w rytmie śpie-wu ptaków. Rozalkę obudził donośny i stanowczy głos mamy, wyjaśniającej sprzątaczce, co ma zrobić. Dziewczynka spoj-rzała na zegarek - szósta trzydzieści. Dopiero teraz przypom-niała sobie o tym, że trzeba szybko wstawać, aby podjąć pró-bę realizacji chytrego planu.

Umyła się w tempie ekspresowym. Ubrana w nową zieloną sukienkę, komponujące z nią buty przewiązane atłasową, zie-loną tasiemką i kolorową opaskę wyglądała uroczo i kwieciś-cie. Jeszcze tylko trzeba rozpuścić długie blond włosy i... go-towe. Rozalka liczyła, że "leśny" wygląd pomoże w realizacji planu.

Uśmiechnięta, pełna gracji i wdzięku weszła do kuchni i usiadła obok rodziców. Jednak nikt nie zwrócił na nią uwagi. Tata odbywał jedną ze swoich długich rozmów przez telefon, czytając jednocześnie gazetę, a mama malowała się, patrząc na swoje odbicie w łyżce od kawy z pianką, którą przygotował ekspres. Rozalka napiła się gorącej czekolady, ugryzła gorącą bagietkę, spróbowała jajka sadzo-nego. Dopiero kiedy wstała, aby dolać sobie czekolady, rodzice "obudzili się". Czas przystąpić do działania i spróbować wcielić plan w życie! Tak jak przypuszczała, pierwsza odezwała się mama:

- O! Już jesteś? Napiłaś się czekolady, Rozalko? - pomimo zapracowania pani Basia była dobrą, kochającą matką.

- Tak... - Roza zaczęła jak gdyby nigdy nic. Wszystko przecież zależy od do-brego początku. - Była bardzo dobra... Mamo, ten ekspres dobrze się spisuje?

- Na razie jest genialny. A jaka to okazja, że się tak ładnie ubrałaś?

- Cieszę się, że ci się podoba! - pora na wcielenie planu w życie chyba nadesz-ła. - Pani od przyrody zadała nam trudny projekt - dla dobra sprawy musiała trochę oszukać. - Każdy na ten długi weekend gdzieś wyjeżdża: na wieś, nad morze, nad jezioro... Tam zrobi zdjęcia, opisze to miejsce i nazbiera dużo leśnych rzeczy - liści, kasztanów, gałęzi a potem w szkole opowiemy o naszych znaleziskach przyrodni-czych na lekcji i zrobimy z tego super gazetkę! - skończyła podekscytowana.

- Słonko...- tym razem zaczął tata. - Nie mieliśmy żadnego wyjazdu w planach, wytłumaczymy pani, że rodzice nie mieli czasu...

Rozi nie wytrzymała:

- TATO! Nie możecie choć raz wziąć urlopu?! Siedzę w tej Warszawie i wdy-cham spaliny, was nie ma w domu, wciąż jestem sama! Czy wam się wydaje, że takie życie mi się podoba?! - teraz krzyczała najgłośniej jak mogła.

Zaległa niezręczna cisza.

- Rozalia, nie denerwuj się - głos mamy brzmiał zasadniczo i wyjątkowo sta-nowczo. - Wszystko naprawimy i obiecuję, że dzisiaj wcześniej wrócę. Naprawdę... Zorganizujemy ten wyjazd! No, chodź do mnie...

- Mamooo... - dziewczyna zdecydowała się na chwilę prawdy - trochę skłama-łam z tym projektem. Po prostu chciałam, żebyśmy razem pojechali na ten week-end majowy! - wyznała.

- Już dobrze, Rozalko. No, musisz się zbierać do szkoły. Dziś ja cię odwiozę. Zgadzasz się?

- No jasne!!! - wykrzyknęła uradowana.

Droga do szkoły minęła bardzo szybko. W końcu mama mogła poważnie po-rozmawiać z córką. Dziewczynce bardzo się to podobało i w głębi duszy pragnęła, żeby tak było codzienne. Nie chciała wysiadać z auta. Kto wie, może taki poranek więcej się nie powtórzy? Ale rozsądek zwyciężył. Przed szkołą spotkała swoją naj-lepszą przyjaciółkę Ulę, która - jak zwykle rozgadana - zaczęła trajkotać na ca-łego:

- Cześć, Rozi! Widziałam, że cię mama odwiozła, jakaś nowość? - Ula zawsze wszystko zobaczy.

- A zgadłaś! Dzisiaj tyle się u mnie działo... - Rozalia zaczęła opowiadać poran-ną historię.

Ula Biedronkowska znana bardziej pod pseudonimem "Biedrona" przyjaźniła się z Rozalką od czasów przedszkola, choć była jej całkowitym przeciwieństwem. Nosiła krótkie brązowe włosy, ubierała się na sportowo, dostawała najlepsze stop-nie z matmy i wf-u, podczas gdy Rozi przepadała za polskim i przyrodą. A co naj-ważniejsze rodzice Biedrony to zupełne przeciwieństwo Państwa Kwiatkowskich-Łączka: miłośnicy przyrody, spania pod namiotem, wspólnych rodzinnych wypraw... Rozalka ich uwielbiała.

Na pierwszej lekcji dziewczyny miały przyrodę. Wszystko zaczęło się zwyczaj-nie, gdy nagle w głowie Rozalki zaświtał genialny pomysł: a może by tak jednak poranne kłamstewko zamienić na prawdę?!

- Proszę pani?! - Rozalka nie wytrzymała.

- Tak, Rozalko? - uśmiechnęła się nauczycielka.

Przewodnicząca klasy wyszeptała na ucho swój plan. Nauczycielka chwilę się zastanowiła i powiedziała:

- Słuchajcie, jeżeli się zgodzicie, to mam wam do zaproponowania projekt przyrodniczy...

Wszyscy zapalili się do roboty. Padały pytania:

- Wyjeżdżam z Asią na długi weekend, czy możemy to zrobić razem?- pytała Julka.

- Oczywiście... - wyjaśniała nauczycielka.

Dalej lekcja przebiegła zgodnie z planem, a na przerwie wszyscy gratulowali Rozalce pomysłu! Czuła, że od tej chwili w jej życiu wiele się zmieni...

ciąg dalszy nastąpi

Aveciarz, kwiecień 2009


Copyright © by
Wydawnictwo Prasy Bezpłatnej OSTOJA sp. z o.o.
1998-2010