Za wszystkie materiały bardzo dziękujemy, najlepsze bę-dziemy systematycznie publikowali. Zachęcamy do prze-syłania swojej twórczości: aveciarz@gmail.com. Dzisiaj prezentujemy pierwszą część powieści napisanej przez Helę Sałasińską, uczennicę szóstej klasy szkoły podsta-wowej, mieszkankę Choszczówki.
* * *
W zatłoczonej Warszawie, gdzie nie ma miejsca na rozmyślania w cieniu drzewa ani magiczne spotkania z przyjaciółmi w lesie, w ogromnym mieszkaniu przy ulicy Kru-czej mieszka Rozalia Kwiatkowska-Łączka, córka znanej projektantki mody Barba-ry Kwiatkowskiej-Łączka i wiecznie zapracowanego biznesmena Piotra Kwiatkow-skiego-Łączka. Rozalka ma 12 lat, kocha przyrodę i cały "zielony świat" fauny i flo-ry (w przeciwieństwie do swoich rodziców, którzy zwykle na nic nie mają czasu). Poza tym uwielbia wyjeżdżać do najukochańsza na świecie babci, która mieszka za miastem w starym dworku porośniętym winoroślą. Dziewczynka marzy o przepro-wadzce w tamto magiczne miejsce, ale nawet nie proponuje tego rodzicom, bo doskonale zna ich reakcję. Kiedyś było inaczej - rodzice nie byli ciągle zapracowani i mieli dużo czasu i dla niej, i dla przyrody.
Rozi, bo tak mówią do niej przyjaciele, właściwie przyzwyczaiła się do tego, że zapracowanych mamy i taty wciąż nie ma w domu.
Dzisiaj jednak przyszedł jej do głowy chytry plan. Usiadła przy biurku i zapisa-ła:
Cel: Namówić rodziców na wspólny wyjazd (jeżeli to w ogóle możliwe)
Godzina: Nieokreślona - wtedy kiedy wrócą z pracy albo rano.
Środki: 1. Zagadać spokojnie i tajemniczo;
2. Wyrazić swoje uczucia;
3. Przejść do sedna sprawy;
4. Pogrążyć się w rozpaczy lub skakać ze szczęścia.
Niestety tego dnia plan musiał poczekać. Zrobiło się późno, rodziców nie było, Rozalka zasnęła więc snem twardym ale niespokojnym. Bała się najgorszego...
* * *
Dzień był wspaniały! Na bezchmurnym niebie połyskiwało złote słońce, którego promienie zdawały się tańczyć w rytmie śpie-wu ptaków. Rozalkę obudził donośny i stanowczy głos mamy, wyjaśniającej sprzątaczce, co ma zrobić. Dziewczynka spoj-rzała na zegarek - szósta trzydzieści. Dopiero teraz przypom-niała sobie o tym, że trzeba szybko wstawać, aby podjąć pró-bę realizacji chytrego planu.
Umyła się w tempie ekspresowym. Ubrana w nową zieloną sukienkę, komponujące z nią buty przewiązane atłasową, zie-loną tasiemką i kolorową opaskę wyglądała uroczo i kwieciś-cie. Jeszcze tylko trzeba rozpuścić długie blond włosy i... go-towe. Rozalka liczyła, że "leśny" wygląd pomoże w realizacji planu.
Uśmiechnięta, pełna gracji i wdzięku weszła do kuchni i usiadła obok rodziców. Jednak nikt nie zwrócił na nią uwagi. Tata odbywał jedną ze swoich długich rozmów przez telefon, czytając jednocześnie gazetę, a mama malowała się, patrząc na swoje odbicie w łyżce od kawy z pianką, którą przygotował ekspres. Rozalka napiła się gorącej czekolady, ugryzła gorącą bagietkę, spróbowała jajka sadzo-nego. Dopiero kiedy wstała, aby dolać sobie czekolady, rodzice "obudzili się". Czas przystąpić do działania i spróbować wcielić plan w życie! Tak jak przypuszczała, pierwsza odezwała się mama:
- O! Już jesteś? Napiłaś się czekolady, Rozalko? - pomimo zapracowania pani Basia była dobrą, kochającą matką.
- Tak... - Roza zaczęła jak gdyby nigdy nic. Wszystko przecież zależy od do-brego początku. - Była bardzo dobra... Mamo, ten ekspres dobrze się spisuje?
- Na razie jest genialny. A jaka to okazja, że się tak ładnie ubrałaś?
- Cieszę się, że ci się podoba! - pora na wcielenie planu w życie chyba nadesz-ła. - Pani od przyrody zadała nam trudny projekt - dla dobra sprawy musiała trochę oszukać. - Każdy na ten długi weekend gdzieś wyjeżdża: na wieś, nad morze, nad jezioro... Tam zrobi zdjęcia, opisze to miejsce i nazbiera dużo leśnych rzeczy - liści, kasztanów, gałęzi a potem w szkole opowiemy o naszych znaleziskach przyrodni-czych na lekcji i zrobimy z tego super gazetkę! - skończyła podekscytowana.
- Słonko...- tym razem zaczął tata. - Nie mieliśmy żadnego wyjazdu w planach, wytłumaczymy pani, że rodzice nie mieli czasu...
Rozi nie wytrzymała:
- TATO! Nie możecie choć raz wziąć urlopu?! Siedzę w tej Warszawie i wdy-cham spaliny, was nie ma w domu, wciąż jestem sama! Czy wam się wydaje, że takie życie mi się podoba?! - teraz krzyczała najgłośniej jak mogła.
Zaległa niezręczna cisza.
- Rozalia, nie denerwuj się - głos mamy brzmiał zasadniczo i wyjątkowo sta-nowczo. - Wszystko naprawimy i obiecuję, że dzisiaj wcześniej wrócę. Naprawdę... Zorganizujemy ten wyjazd! No, chodź do mnie...
- Mamooo... - dziewczyna zdecydowała się na chwilę prawdy - trochę skłama-łam z tym projektem. Po prostu chciałam, żebyśmy razem pojechali na ten week-end majowy! - wyznała.
- Już dobrze, Rozalko. No, musisz się zbierać do szkoły. Dziś ja cię odwiozę. Zgadzasz się?
- No jasne!!! - wykrzyknęła uradowana.
Droga do szkoły minęła bardzo szybko. W końcu mama mogła poważnie po-rozmawiać z córką. Dziewczynce bardzo się to podobało i w głębi duszy pragnęła, żeby tak było codzienne. Nie chciała wysiadać z auta. Kto wie, może taki poranek więcej się nie powtórzy? Ale rozsądek zwyciężył. Przed szkołą spotkała swoją naj-lepszą przyjaciółkę Ulę, która - jak zwykle rozgadana - zaczęła trajkotać na ca-łego:
- Cześć, Rozi! Widziałam, że cię mama odwiozła, jakaś nowość? - Ula zawsze wszystko zobaczy.
- A zgadłaś! Dzisiaj tyle się u mnie działo... - Rozalia zaczęła opowiadać poran-ną historię.
Ula Biedronkowska znana bardziej pod pseudonimem "Biedrona" przyjaźniła się z Rozalką od czasów przedszkola, choć była jej całkowitym przeciwieństwem. Nosiła krótkie brązowe włosy, ubierała się na sportowo, dostawała najlepsze stop-nie z matmy i wf-u, podczas gdy Rozi przepadała za polskim i przyrodą. A co naj-ważniejsze rodzice Biedrony to zupełne przeciwieństwo Państwa Kwiatkowskich-Łączka: miłośnicy przyrody, spania pod namiotem, wspólnych rodzinnych wypraw... Rozalka ich uwielbiała.
Na pierwszej lekcji dziewczyny miały przyrodę. Wszystko zaczęło się zwyczaj-nie, gdy nagle w głowie Rozalki zaświtał genialny pomysł: a może by tak jednak poranne kłamstewko zamienić na prawdę?!
- Proszę pani?! - Rozalka nie wytrzymała.
- Tak, Rozalko? - uśmiechnęła się nauczycielka.
Przewodnicząca klasy wyszeptała na ucho swój plan. Nauczycielka chwilę się zastanowiła i powiedziała:
- Słuchajcie, jeżeli się zgodzicie, to mam wam do zaproponowania projekt przyrodniczy...
Wszyscy zapalili się do roboty. Padały pytania:
- Wyjeżdżam z Asią na długi weekend, czy możemy to zrobić razem?- pytała Julka.
- Oczywiście... - wyjaśniała nauczycielka.
Dalej lekcja przebiegła zgodnie z planem, a na przerwie wszyscy gratulowali Rozalce pomysłu! Czuła, że od tej chwili w jej życiu wiele się zmieni...
ciąg dalszy nastąpi
|