|
Jak zawsze - głównym atutem filmów animowanych jest polska wersja językowa, dowcip sytuacyjny i humorystyczna, aktualna gra słów.
Oj, napiszczała się M. Kożu-chowska podkładająca głos elektronicznego Pinokia! Określając słowami z filmu, było to "Rydzyk-owne przedsięwzięcie", ale się opłaciło.
Daniel Robichaud z zespołem kanadyjsko-hiszpańsko-francuskim wygenerowali komputerowo klasyczną bajkę Carla Collodiego w animacji futurystycznej jak przystało dla dzieci z pokolenia internetu.
Nie obejdzie się bez "ale"... Skoro mamy rok 3000 i miasto gigant - futurysty-kon zwie się swojsko - Szlambowice, to uroczy asystent doktora-wynalazcy Cyber-pingwin mógłby nazywać się choćby profesor Filutek; "mistrzowi poplątanych meta-for: twórcy filmu przydali akcent niemiecki zapatrzywszy się na medialnego Stef-fena. A wystarczyło pociągnąć wątek skojarzeń z prawdziwymi pingwinami, co to "maszerowali gęsiego" w filmie "Marsz pingwinów".
Bezbłędnie zaprojektowani zostali natomiast holograficzna wróżka Cyberynka i burmistrz - technokrata Szlamboli, który przypomina połączenie CyberSzreka z łysym Oleksym. Zagrywki samozadowolonych ze swoich podchodów i podstępnych sztuczek - Kratki i Kolca kojarzą się w gestach i powiedzonkach z panem "yes, yes, yes!"
Kto by pomyślał, że "Pinokio" jako "przygoda przyszłości", prototyp robota - miniprocesora PK-3 da się nie tylko pokochać, ale także setnie ubawi także doj-rzałe pokolenie!
Morał, niekoniecznie tylko z tej bajki, jest taki: z dobrej literatury może pow-stać dobry film, kiedy biorą się do filmowej roboty utalentowani artyści znający swoje rzemiosło.
Na szali przeciwwagi do niby zamierzonej "bajki" pseudo-romantycznej w filmie "Tylko mnie kochaj". Na produkcje z zachodniego świata patrzy się z przymru-żeniem oka; twórcy polskich filmów muszą się liczyć z faktem, że rodacy zawsze będą do ich produkcji przykładać wagę i miarę porównań z realiami.
Skutek?
"Trafiony-zatopiony".
|